Szefowie firm naftowych i gazowych mogli skrycie uśmiechnąć się, gdy Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w 2024 roku. Naftowy miliarder Harold Hamm, założyciel Continental Resources, nazwał je „najważniejszymi wyborami w naszym życiu", jednocześnie dzwoniąc do menedżerów energetycznych z prośbą o wsparcie finansowe kampanii Trumpa. Vicki Hollub, szefowa Occidental Petroleum, również określiła zwycięstwo Trumpa jako „bardzo pozytywne" dla sektora naftowego i gazowego. Ze swojej strony Trump również zabiegał o przychylność branży podczas kampanii, obiecując cofnięcie regulacji środowiskowych i łagodniejsze struktury podatkowe.
Jednak szczególna relacja między prezydentem a krajowym przemysłem paliw kopalnych ostatnio wyraźnie ostygła. Po miesiącach rosnących cen paliw oraz obaw o inflację i dostępność cenową Trump zaczął wskazywać palcem na niektórych swoich najbliższych zwolenników z branży, którzy jeszcze kilka lat temu zabiegali o jego względy. W środowy poranek, w poście na Truth Social, Trump wydawał się obwiniać branżę za astronomiczne ceny paliw odczuwane przez Amerykanów na stacjach benzynowych.
„Wielkie firmy naftowe nie obniżają cen na stacjach benzynowych proporcjonalnie do znacznie niższych cen, które same płacą za ropę" – napisał. „Innymi słowy, klienci są 'wyzyskiwani'" – kontynuował, dodając, że zlecił Departamentowi Sprawiedliwości zbadanie tej kwestii, choć nie podał żadnych szczegółów dotyczących harmonogramu.
W rozmowie z dziennikarzami w środę Trump wprost oskarżył Chevron, ExxonMobil, BP i Shell o nieobniżanie cen benzyny, mimo że koszty ropy spadły w ostatnich tygodniach. Tańsza ropa co do zasady przekłada się na niższe ceny na stacjach benzynowych, jednak proces ten może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy, ze względu na różnorodne dodatkowe koszty wpływające na ostateczną cenę płaconą przez konsumentów.
Od miesięcy gospodarka zmaga się z utrzymującymi się wysokimi cenami benzyny, wynikającymi z konfliktu na Bliskim Wschodzie i związanego z nim szoku energetycznego. Sytuacja przez pewien czas sprzyjała firmom energetycznym – sześć największych spółek naftowych i gazowych odnotowało wzrost kapitalizacji rynkowej o 130 miliardów dolarów już w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny, jak podał Guardian. Teraz, gdy zbliżają się wybory śródkadencyjne, wysokie ceny paliw grożą staniem się politycznym obciążeniem dla Partii Republikańskiej, która musi bronić niewielkich większości w obu izbach Kongresu. Tylko w pierwszym miesiącu wojny Amerykanie zapłacili dodatkowo 8,4 miliarda dolarów za paliwo, wynika z badań demokratycznej mniejszości Wspólnego Komitetu Ekonomicznego.
Od tamtej pory ceny jedynie nieznacznie spadły, a Trump zaczyna wskazywać winnych. Jego najnowszy cel: przemysł naftowy i gazowy, który pomógł mu wrócić do władzy niecałe dwa lata temu. Trump oskarżył największe firmy naftowe i gazowe o sztuczne zawyżanie cen w wyniku wojny.
W oświadczeniu dla Fortune rzecznik Departamentu Sprawiedliwości nie skomentował proponowanych dochodzeń, lecz stwierdził, że rosnące koszty benzyny – wynoszące obecnie średnio 3,91 dolara za galon, wobec 3,22 dolara rok temu – stanowią wyzwanie dla administracji.
W oświadczeniu dla Fortune rzecznik Departamentu Sprawiedliwości nie skomentował proponowanych dochodzeń, lecz stwierdził, że rosnące koszty benzyny – wynoszące obecnie średnio 3,91 dolara za galon, wobec 3,22 dolara rok temu – stanowią wyzwanie dla administracji.
„Cena paliwa to nie tylko kwestia bezpieczeństwa narodowego – wpływa ona na portfel każdego Amerykanina. Zawsze będziemy dążyć do zapewnienia przystępności cenowej w tym kraju" – powiedział rzecznik.
Rzecznik Białego Domu również nie skomentował bezpośrednio potencjalnego dochodzenia, jednak powtórzył stanowisko administracji, że ceny ropy i gazu spadną „gdy tylko sytuacja z Iranem zostanie rozwiązana".
„Prezydent Trump ma udokumentowane osiągnięcia w sprowadzaniu cen paliw do historycznych minimów, a administracja nadal jest w pełni skoncentrowana na zapewnieniu ulgi ekonomicznej dla Amerykanów" – powiedział rzecznik.
Fortune skontaktowało się z przedstawicielami każdej z firm energetycznych wymienionych przez Trumpa. Rzecznik Shell odmówił komentarza. W czwartek Eimear Bonner, dyrektor finansowa Chevron, powiedziała CNBC, że firmy naftowe i gazowe „robią wszystko, co w ich mocy", aby obniżyć ceny paliw, choć znaczące zmiany nie nastąpią natychmiast.
„To wymaga czasu" – powiedziała Bonner. „Istnieje pewne opóźnienie między cenami ropy, spadkami cen ropy a momentem, gdy to pojawia się na stacji benzynowej, ale spodziewamy się, że ceny spadną w miarę dalszej normalizacji sytuacji."
To gwałtowny zwrot w porównaniu z tym, jak Trump intensywnie zabiegał o względy branży w okresie poprzedzającym wybory 2024 roku. W trakcie kampanii Trump opowiadał się za szerokimi cofnięciami agendy zielonej energii Bidena i popierał zniesienie szeregu przepisów antysmogowych. Na prywatnym wydarzeniu kampanijnym w kwietniu ówczesny kandydat poprosił menedżerów naftowych o darowizny w wysokości 1 miliarda dolarów, aby pomóc mu powrócić do Białego Domu – kwotę, którą Trump podobno określił mianem „okazji", biorąc pod uwagę ulgi podatkowe i regulacyjne, z jakich firmy energetyczne skorzystałyby, gdyby odzyskał prezydenturę. Według Washington Post na tym wydarzeniu obecni byli przedstawiciele Chevron, Continental Resources, ExxonMobil i Occidental Petroleum.
Trump mógł nie osiągnąć tego ambitnego celu, ale i tak zebrał imponującą wojenna kasę. W okresie od stycznia 2023 do listopada 2024 roku firmy naftowe, takie jak Continental i Occidental, wpompowały bezpośrednio 96 milionów dolarów w kampanię reelekcyjną Trumpa, wynika z raportu z 2025 roku opracowanego przez Climate Power, organizację rzeczniczą. Największe koncerny naftowe przekazują darowizny głównie za pośrednictwem korporacyjnych PAC-ów, choć te również tendencyjnie wspierały republikanów podczas ostatniego cyklu wyborczego. Chevron przykładowo przekazał około 10 milionów dolarów podczas wyborów 2024, z czego niemal wszystko trafiło do organizacji konserwatywnych lub ich afiliacji, według OpenSecrets.
Uwzględniając wydatki na reklamę, darowizny dla republikanów startujących na niższe stanowiska oraz lobbying w Kongresie, duże firmy naftowe i gazowe zainwestowały 445 milionów dolarów podczas cyklu wyborczego 2024 roku, jak ustalił raport Climate Power.
Ta inwestycja okazała się opłacalna również dla firm zajmujących się paliwami kopalnymi. Kampania deregulacyjna Trumpa zwiększyła marże firm energetycznych, a branża skorzystała również ze szerokich ulg podatkowych zawartych w flagowym pakiecie legislacyjnym Trumpa – ustawie One Big Beautiful Bill Act, uchwalonej w ubiegłym roku. Oprócz cofnięcia zachęt do czystej energii, ustawa doprowadziła do około 18 miliardów dolarów ulg podatkowych zaprojektowanych specjalnie z myślą o firmach naftowych i gazowych, zgodnie z raportem Wspólnego Komitetu ds. Podatków.
Konflikt na Bliskim Wschodzie również okazał się błogosławieństwem dla interesów energetycznych. Gdy USA i Izrael rozpoczęły w lutym skoordynowany atak na Iran, Gwardia Rewolucyjna szybko zareagowała, grożąc większości tankowców naftowych i gazowych, które odważyłyby się przekroczyć kluczową Cieśninę Ormuz, co spowodowało gwałtowny wzrost cen energii.
Jednak podczas gdy okresy wysokich cen ropy mogą być korzystne dla dostawców, dla zwykłych konsumentów oznaczają one ból. Krajowe ceny benzyny od miesięcy utrzymują się w okolicach 4 dolarów za galon, a Amerykanie musieli odpowiednio dostosować swoje nawyki – często jeżdżą mniej lub ściślej kontrolują budżet. Sondaż Gallupa opublikowany w czwartek wykazał, że dwie trzecie Amerykanów ankietowanych wcześniej w tym miesiącu twierdzi, że ich gospodarstwo domowe doświadczyło trudności finansowych z powodu kosztów paliwa.
Przy nadziei republikanów na zachowanie niewielkich większości w obu izbach Kongresu przed końcem roku, wysokie ceny na stacjach benzynowych grożą staniem się politycznym psujem. Partie rządzące są zwykle bardziej narażone podczas wyborów śródkadencyjnych, a ryzyko to jest potęgowane przez wysokie ceny benzyny. Trump prowadził intensywną kampanię na froncie energetycznym, oświadczając na wiecu w Pensylwanii w tym tygodniu: „Ropa zacznie gwałtownie tanieć. A za ropą pójdzie wszystko inne."
Ceny ropy rzeczywiście znacząco spadły od szczytowego poziomu w kwietniu – ropa Brent, globalny punkt odniesienia cenowego, niedawno powróciła do poziomów sprzed wojny. Normalizacja cen benzyny może potrwać dłużej. Choć ropa naftowa jest towarem handlowanym globalnie, na cenę, którą kierowcy ostatecznie płacą na stacji, wpływa długa lista czynników, w tym opóźnienia w łańcuchu dostaw, koszty rafinacji i lokalne poziomy zapasów. Cena benzyny płacona w danym dniu jest zazwyczaj powiązana z ropą zakupioną sześć tygodni wcześniej, jeśli nie wcześniej.
Nawet American Petroleum Institute, główne stowarzyszenie branżowe, ponownie podkreśliło rozbieżność między kosztem ropy naftowej a zwykłą benzyną: „Ceny benzyny nie poruszają się w lockstepie z ropą naftową, zwłaszcza podczas poważnych globalnych zaburzeń, które wciąż wpływają na podaż, rafinację i zapasy" – powiedziała Fortune Bethany Williams, rzeczniczka organizacji.
„Nasza branża podziela cel dostarczenia ulgi na stacjach benzynowych i przywrócenia stabilności globalnym rynkom energii" – powiedziała. „Skupiamy się na wspieraniu stabilności rynku i dostarczaniu energii, której potrzebują konsumenci."
Trump będzie miał nadzieję, że ceny benzyny znormalizują się na długo przed wyborami, ale niezależnie od tego, czy naftowe i gazowe giganty wykorzystują kierowców, czy nie, ekonomika cen benzyny może działać przeciwko Partii Republikańskiej w tym sezonie wyborów śródkadencyjnych.
Ten artykuł został pierwotnie opublikowany na Fortune.com
