Przez ostatnie 70 lat temat procesów czarownic w Salem został zawłaszczony przez lewicę polityczną jako historyczny przykład autorytarnej natury „patriarchatu". Arthur Miller wykorzystał te procesy jako alegorię „antykomunistycznej histerii" w swoim słynnym dramacie z 1953 roku, Czarownice z Salem. Jak jednak dziś wiemy, Joseph McCarthy miał w większości rację, ostrzegając przed podstępnym i zorganizowanym marksistowskim przejęciem amerykańskich instytucji społecznych i edukacyjnych.
Bardziej subtelna analiza historyczna pokazuje, że czarownictwo było rzeczywiście problemem w koloniach, tak samo jak było problemem w Europie. Nie tyle z powodu „czarnej magii" czy mrocznych klątw, ile dlatego, że „czarownice" były często wczesnymi reprezentacjami społecznych malkontentów powodujących problemy w chrześcijańskich społecznościach, tak jak powodują problemy w zachodnim świecie dziś.
Fałszywe oskarżenia zdarzały się – to nie ulega wątpliwości. Jednak narracja, że większość lub wszystkie palenia czarownic były nieuzasadnione, jest po prostu fałszywa.
Powód, dla którego kobiety (i niektórzy mężczyźni) byli oskarżani o bycie czarownicami i paleni na stosie, polegał na tym, że świadomie angażowali się w wysoce destrukcyjne zachowania aspołeczne. Lokalna czarownica była często wiejską aborcjonistką, sprzedawczynią trucizn oraz miejską prostytutką lub nierządnicą uprawiającą swój „proceder" w czasach, gdy takie zachowania były absolutnie nietolerowane.
Warto zauważyć, że praktyka wypędzania lub egzekwowania socjopatów, psychopatów i innych osób o destrukcyjnych tendencjach społecznych (uznawanych za czarną magię) jest powszechna wśród grup religijnych na całym świecie, nie tylko w purytańskich miasteczkach i chrześcijańskim społeczeństwie. Dotyczy to również plemion rdzennych Amerykanów, które feministki mają tendencję do idealizowania.
Kiedy ludzie żyli w małych wioskach, złamanych i niebezpiecznych ludzi było znacznie łatwiej zidentyfikować i usunąć, zanim wyrządzili poważne szkody. W nowej erze metropolitalnej izolacji w masowych skupiskach ludności łatwo wtapiają się w tłum. Czasami są nawet świętowani jako „wizjonerzy" przez Hollywood i media.
Współczesne feministki z dumą nawiązują do wywrotowego świata czarownic, ponieważ mają tendencję do urojeniowych fantazji o dominacji. Kobiety, ze swojej biologicznej natury, nie mają żadnej realnej zdolności do demonstrowania władzy, więc tworzą w swoich umysłach wyobrażenia o magicznym wpływie. Niektóre z najpopularniejszych trendów kobiecych dzisiaj obracają się wokół koncepcji New Age „manifestacji", co jest po prostu nowoczesnym sposobem wierzenia w magię.
Nie jest zaskoczeniem, że feministki w USA w 2026 roku tłumnie dołączają do „komun czarownic" – pomysłu niedawno oklaskiwanego w reportażu The Guardian. Redakcja odnotowuje:
„Rekolekcje z czarownictwa... rozprzestrzeniły się po USA i Europie w ciągu ostatniej dekady. Praktyki, wokół których są zbudowane, są trudne do prostego zdefiniowania. W równych częściach starożytna magia ludowa, ziołowe środki i rytuały samoukojenia, obejmują wszystko – od zaklęć rzucanych przez samodzielnych pogan po samotnych praktyków rozsypujących ochronną sól wokół swoich domów. Jeśli kupujesz kryształ, to jest czarownictwo. Jeśli praktykujesz manifestację, to jest czarownictwo..."
„Boom na rekolekcje był zapowiedziany przez zainteresowanie czarownictwem, które rosło od ruchu kontrkulturowego w latach 60. – mówi Helen Berger, socjolożka religii z Harvard Divinity School i jedna z czołowych badaczek współczesnego pogaństwa. Choć trudno zidentyfikować jeden katalizator skłaniający kobiety do czarownictwa, Berger dostrzega pewien wzorzec: wzrosty zainteresowania alternatywną duchowością mają tendencję do zbiegania się ze wzrostami nastrojów antyautorytarnych. W 1968 roku na przykład kilka grup feministycznych przejęło symbolikę okultystyczną, przyjmując akronim Witch..."
Powód, dla którego czarownictwo tak bardzo przemawia do kobiet lewicy politycznej, polega na tym, że ruchy lewicowe działają w oparciu o ten sam system wartości – to znaczy, nie mają żadnych wartości. Problem polega na tym, że ateizm pozostawia emocjonalną i duchową pustkę, przez co ludzie desperacko poszukują odpowiedzi na pytania, których naukowe wyjaśnienia nie zaspokajają. Okultyzm obiecuje ludziom odpowiedzi, ale bez wszystkich tych nieprzyjemnych zasad i obowiązków zwykle związanych z chrześcijaństwem.
Innymi słowy, czarownictwo jest religią dla ludzi, którzy uważają, że są ponad moralnym obowiązkiem. Ludzi, którzy myślą, że mogą zbuntować się przeciwko naturalnemu porządkowi. W ten sposób czarownictwo i feminizm są w istocie tym samym. The Guardian kontynuuje:
„Clauré organizuje co najmniej dwa rekolekcje z czarownictwa rocznie, w Savannah w Georgii i Salem w Massachusetts; ceny wynoszą od 2 700 do 5 200 dolarów za uczestnictwo. Mówi, że kobiety szukają czegoś więcej niż rytualnych seansów z tablicą Ouija na imprezach nocnych, które luźno zainspirowały jej rekolekcje. „Patriarchat nie jest dobry dla nikogo, ani dla mężczyzn, ani dla kobiet" – mówi Clauré. „Kobiety były z natury przyciągane do [przestrzeni czarownictwa] po tym, jak były demonizowane, nazywane histerycznymi lub stygmatyzowane. Mamy tego cholernie dość i będziemy robić to po swojemu, nieważne czy nazwiecie to szaleństwem czy nie."..."
„„Jeśli spojrzeć na szerszy społeczny obraz teraz, w którym władza jest systematycznie odbierana kobietom i osobom queer, tradycyjna czarownica jest przeciwieństwem «właściwego» społeczeństwa" – mówi Sabina Magliocco, profesor antropologii i religii na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej i była stypendystka Guggenheima. „Ale jeśli «właściwe» społeczeństwo pozbawia kobiety praw, wyklucza kobiety, mówi, że seksualne nadużywanie kobiet jest zupełnie w porządku i że nie będzie żadnych konsekwencji, to może bycie przeciwieństwem właściwego społeczeństwa oznacza sprzymierzenie się z siłami sprawiedliwości.""
Nie można odróżnić politycznej retoryki współczesnego czarownictwa od retoryki feministek; są symbiontami. Fantazje o byciu ofiarą zazwyczaj zbiegają się z oczekiwaniami społecznymi. Liberalne kobiety postrzegają podstawowe prawa, normy społeczne i merytokrację jako „opresyjne". W rzeczywistości są jednak narcyzami, którzy odmawiają zaakceptowania, że cały świat nie kręci się wokół nich i ich pragnień. To właśnie do nich przemawia czarownictwo.
Szersze implikacje są poważne – i nie dlatego, że te kobiety mają jakiekolwiek realne moce magiczne. Feminizm i podobne ruchy to psychologiczna zaraza, która się szerzy, gnijąc narody od środka. Jeśli spotykają się z reakcją sprzeciwu, to nie dlatego, że są kobietami lub osobami queer, lecz dlatego, że celowo inżynierują zakłócenia i zachęcają do degeneracji rozkładającej społeczeństwo. Rozkoszują się chaosem.
Dawne czarownice były palone na stosie za takie zachowania; zachowania, które „Patriarchat" trzymał w ryzach, zanim zainfekują większą społeczność. Feministki mają szczęście, że w dzisiejszych czasach są jedynie wyśmiewane lub bojkotowane.


