S Logendran mówi, że jego psy przynoszą mu radość w obliczu trudności. (zdjęcie S Logendrana)
SHAH ALAM: Każdego ranka 18 psów i szczeniąt wypatruje wejścia z wnętrza wynajmowanej fabryki w Klang, z nastawionymi uszami i gotowymi do merdania ogonami. Znają dźwięk jego pojazdu. Znają jego kroki.
Gdy 52-letni S Logendran w końcu się pojawia, rzucają się ku niemu, skacząc z podniecenia i tłocząc się wokół człowieka, który karmił je, sprzątał po nich i opiekował się nimi od urodzenia.
Nie wiedzą jednak, że za uśmiechami i codzienną rutyną kryje się mężczyzna, który często czuje, że życie zastawiło na niego pułapkę ze wszystkich stron.
„Gdziekolwiek się ruszę – szach-mat" – powiedział Logendran, opisując serię finansowych niepowodzeń, które postawiły go w obliczu bankructwa, zmagań z odbudową firmy i trosk o utrzymanie rodziny.
Jednak każdego ranka psy wciąż potrzebują śniadania. Więc się pojawia.
Zwierzęta pojawiły się w jego życiu około pięciu lat temu, gdy sąsiednia fabryka zamknęła się, pozostawiając za sobą kilka psów. Logendran nie mógł zmusić się do tego, by je porzucić.
„Kręciły się w pobliżu naszego miejsca i zaczęliśmy je karmić" – wspominał. „Potem przywiązały się do nas."
Mimo finansowych trudności Logendran dba o to, by psy miały co jeść. (zdjęcie S Logendrana)
Dziś psy mieszkają w wynajmowanej przez niego fabryce w Klang Sentosa, gdzie prowadzi firmę konserwacyjną. To daleko od idealnego środowiska dla zwierząt, ale to najlepsze schronienie, jakie na razie może im zapewnić.
„Są jak moje dzieci. Opiekuję się nimi razem z bratem od szczenięctwa. Nie mogę ich tak po prostu oddać" – podkreślił.
Logendran pochodzi z Taiping, w 1993 roku po studiach przeprowadził się do Doliny Klang i założył własną firmę konserwacyjną. Chcąc zwiększyć dochody, zainwestował później w logistykę i kupił pięć ciężarówek.
Niestety inwestycja okazała się katastrofalna. Klienci nie płacili, narastały problemy operacyjne, a firma upadła pod ciężarem rosnących strat.
Dwie ciężarówki trafiły ostatecznie do warsztatów, a długi wciąż się piętrzyły. „Wszystko przepadło" – powiedział, opisując sytuację jako „punkt zerowy".
Logendran opiekuje się tymi słodkimi psiakami od szczenięctwa. (zdjęcia S Logendrana)
Mimo finansowych problemów myśl o oddaniu psów nigdy mu nie przyszła do głowy.
Opieka nad nimi kosztuje od 2 000 do 3 000 RM miesięcznie tylko za jedzenie, choć sklep zoologiczny w Subang od czasu do czasu przekazuje worki karmy.
„Jeśli ludzie chcą mi pomóc, zazwyczaj odmawiam przyjęcia gotówki i proszę, żeby kupili karmę" – powiedział Logendran.
Szczepienia kosztują od 800 do 900 RM rocznie, a leczenie przeciwpasożytnicze co sześć miesięcy to dodatkowe 1 050 RM wydatków.
Liczby te są przerażające dla kogoś w jego sytuacji, ale Logendran upiera się, że zwierzęta nie są źródłem jego problemów.
„Wielu moich krewnych prosiło mnie, żebym oddał psy. Mówią mi, że ledwo daję radę je utrzymać.
„Powiedziałem im, żeby nie mówili tak o moich psach. Mówię im, że nie zmagam się z utrzymaniem psów. Zmagam się z odbudową swojego życia."
Marzeniem Logendrana jest zbudowanie kiedyś odpowiedniego schronienia dla swoich psów. (zdjęcie S Logendrana)
Rzeczywiście, dla Logendrana jego czworonożni towarzysze stali się źródłem pociechy w jednych z najtrudniejszych chwil jego życia.
„Dzięki nim czuję się dobrze" – powiedział. „W czasie moich zmagań jestem z nimi bardzo szczęśliwy."
Jeśli kiedyś uda mu się odbudować finanse, ma nadzieję stworzyć odpowiednie schronisko, gdzie porzucone zwierzęta będą mogły żyć w bezpieczniejszym i wygodniejszym środowisku.
Na razie na pierwszym miejscu jest przetrwanie: jego własne i 18 psów czekających każdego ranka przy bramie.
Dopóki go potrzebują, Logendran mówi, że będzie się pojawiał.
Jeśli chcesz pomóc Logendranowi, skontaktuj się z nim pod numerem 011-1227 1518.


